Nowotomyska Grupa Dyskusyjna

nieformalne dyskusje polityczne i religijne

Nifael
No manipulują dosłownie wszystkim ... Watykan ma macki wszędzie i steruje giełdą, walutami i takie tam ... pieniądze mogą wszystko, a Watykan to najbogatszy kraj świata więc tego towaru mają pod dostatkiem ... jedyny wróg jaki może coś im zrobić to anonimus ... zresztą gdzieś czytałem że anonimus doili z watykanu informacje już gdzieś w XV wieku ... ale wiadomo organizacja hajsów nie miała i upadła by się odrodzić w dobie internetuCzytaj całość...
Wyrwany ze snu:
http://www.radionafali.com/audycje-i-podcast/zakazana-wiedza/

Może to Ci pomoże w przyszłości poprzeć te tezy o Watykanie. :D
Czytaj całość...
Don Radio:
W sumie odkąd pamiętam, na religii nie działo się nic ciekawego. Dobra lekcja, żeby sobie porozmawiać, pospać, poczytać coś czy robić cokolwiek innego niezwiązanego z lekcją. Imo w formie takiej jak obecnie, religia jest tak samo zbędna, jak wychowanie do życia w rodzinie. Liczba godzin religii powinna być ograniczona do 1 lekcji na 2 tygodni, najlepiej tylko dla zainteresowanych i bez ocen. Mniej osób = łatwiej się prowadzi i wszyscy obecni naprawdę są zainteresowani, bo w szkole średniej jednak potrafią decydować za siebie i rodzice nie będą specjalnie naciskać.Czytaj całość...
Povero:
Nie wiem czy nie wyłapałeś ironii czy po prostu udajesz, że jej nie wyłapałeś...
Adzikowsky:
Dawniej to były czasy. Nasze chłopstwo hodowało dorodną pszenicę, sławną na całą Europę, wszyscy dzielnie pracowali na polu, a nie kisili się po biurach udając, że cokolwiek robią.Czytaj całość...
smutna żaba:

To pewne. Wierzę w Boga, chodzę do kościoła, praktykuje, jednak nie oddaje się mechanizacji. Muszę znać symbolikę liturgii, być blisko akcji, widzieć co się dzieje i rozumieć to - może nie tyle rozumieć, co chcieć zrozumieć. To tak w ramach pociągnięcia o "religijne".
Czytaj całość...
Arsenicum:
Jestem członkiem LSO, chociaż na tygodniu nie mam zbytnio czasu chodzić do kościoła. Mimo wszystko nauczyło mnie to zrozumieć mszę oraz symbolikę liturgiczną i religijną.
Czytaj całość...
smutna żaba:

Ja też jestem ministrem, trochę się na tym znam, ale niestety w mojej parafii na dzień dzisiejszy nie ma możliwości dbania o piękno liturgii - ale wszystko ma swój klimat, bo przy ołtarzu biało i niestety gwarno, bo za najlepszych czasów było 140 ministrów, teraz niż przyszedł, to jest koło setki, ale ogarnąć to samemu jest ciężko. Ale przynajmniej się nie nudzę, choć triduum miałem z nożem na gardle (pozdrawiam kolegę z tematu o nożu :D).
Czytaj całość...
Arsenicum:
W sumie będąc w 3kl. podstawówki nie chciałem iść na żadnego ministranta i stać przy jakimś nudnym ołtarzu, ale mimo wszystko jestem wdzięczny, że rodzina mnie przymusiła. Teraz dzieciaki chodzą na balety, języki i dziesiątki innych zajęć, zamiast zająć się 1-2 przydatnymi rzeczami i się samodoskonalić. Nawet nie mówię o tym, że wszyscy muszą chodzić do kościoła i się udzielać, ale dzieci mają teraz natłok niepotrzebnych obowiązków i od małego nam wmawiają, że powinniśmy być ludźmi renesansu i uczyć się tego, bo to się przyda. Nie jest przeciwnikiem wykształcenia w wielu kierunkach, ale powinno być to na zasadzie - kto chce, tyle zajęć wybiera. Żaden system szkolnictwa nie był i nie będzie idealny, ale dawniej w Polsce wyglądał on lepiej. Podstawówka złożona z ośmiu klas, którego przekazywały całą niezbędną do życia wiedzę, a potem wybierasz - pracujesz (zawodówka), technikum dające ci wybór oraz liceum dla elity, która miała później studiować. Wszystko ładnie się rozkładało, bo wymagania były wyższe i było więcej kandydatów na miejsce (wyż demograficzny). Obecnie szkoły mają żałosne wymagania i ja po 3 gim. mogłem udać się do dowolnej szkoły w mieście, chociaż na naukę poświęcałem wtedy 0,5-1h dziennie (łącznie z zadaniem domowym) i do egzaminu gimnazjalnego podszedłem bez nauki, z dnia na dzień, jak w normalny dzień szkolny. Poziom w szkołach wyższych wcale nie jest wyższe. Moje technikum jest teoretycznie drugie w województwie i pierwsze w mieście, a mimo wszystko płaczę nad poziomem nauczania niektórych nauczycieli. Właściwie to tylko dwóch nauczycieli przedmiotów zawodowych coś kontaktuje i da się z nim porozmawiać czy to na tematy informatyki/hardware/gry/cokolwiek i faktycznie potrafią czegoś nauczyć. Wszystko robione jest pod matury i egzaminy zawodowe. Nauczyciele, którzy mają gdzieś przygotowanie do egzaminów tylko robią swoje, przekazują paradoksalnie największą i najprzydatniejszą wiedzę.
Czytaj całość...
smutna żaba:

U mnie to tradycja, dawniej od zerówki przychodzili, teraz ksiądz bierze od drugiej klasy. :D I nie powiem, żeby to źle wpływało na dzieci, są bardziej zdyscyplinowane, słuchają. Zdarza mi się jeździć z nimi na wycieczki, jeśli okazuje się takiemu dzieciakowi odrobinę zrozumienia, to on zawsze będzie słuchał. Tu leży też tajemnica braku szacunku do nauczycieli - nauczyciele niejednokrotnie nie potrafią wykazać choćby odrobiny uwagi młodemu/małemu człowiekowi, co kończy się totalną olewką ze strony ucznia. Przykład jest prosty: jeśli nauczyciel w autobusie krzyczy cisza, to jest jeszcze głośniej, jeśli ja powiem (wystarczy powiedzieć) cisza, to jest cisza. :D Brakuje dobrych nauczycieli, jeśli ktoś współpracuje z młodzieżą i się z nią dogaduje, to prędko uświadamia sobie braki pewnych cech u nauczycieli. Oczywiście nie mówię, że wszyscy nauczyciele są źli.:)
Czytaj całość...
Przedwczoraj w kościele myślałem sobie dlaczego ci wszyscy ludzie wierzą w Boga i dlaczego ja mam wierzyć. Stwierdziłem że nie mam nic do stracenia. Jeżeli będę dobrym człowiekiem (dobre uczynki, życie zgodnie z Dekalogiem ,itd.) to mam szanse na dostanie się do czyśca (lub nawet raju). Jednak co , jeżeli Bóg nie istnieje ? Stwierdziłem ,że nie mam nic do stracenia np. jeżeli Boga nie będzie i proces naszego istnienia po śmierci wygląda zupełnie inaczej np. rodzimy się od nowa nie pamiętając swojego wcześniejszego życia. Doszedłem do wniosku, że warto być wierzącym.Czytaj całość...